Moje włosy przed rozpoczęciem świadomej pielęgnacji

Wprawdzie tytuł dzisiejszego posta powinien brzmieć : "Moje włosy przed włosomaniactwem", jednak włosomaniaczką byłam od zawsze. Różnica polegała na tym, że dawniej byłam "nieświadomą włosomaniaczką" - tzn. nie zwracałam uwagi na składy oraz nie wiedziałam jak właściwie z włosami postępować - jednak temat włosów, odżywek, wcierek był mi niezwykle bliski.

Chciałabym Wam pokazać jak wyglądały moje kudełki kilka lat temu. Zapraszam :)


Zdjęcie powyżej to okres początków liceum (2007), gdy włosy nie były jeszcze traktowane farbami. Na zdjęciu są jedynie wyprostowane. Gęstość nie jest jakaś porażająca, jednak na moją obronę może wplynąć fakt, że były wówczas mocno pocieniowane.




Jednak nie musiałam długo czekać, by poznać się bliżej z chemicznym farbowaniem. Zdjęcie wykonane jest w tym samym roku, jak to powyżej, włosy zostały wtedy farbowane czarną szamponetką (na zdjęciu kolor już jest "sprany"). Coraz częściej prostowałam włosy (bez użycia kosmetyków termoochronnych).




To zdjęcie zostało wykonane w moje 18-te urodziny. Oczywiście przed imprezą zostały pofarbowane na czarno oraz wyprostowane. Końcówki bardzo rzadkie, zbijające się w "kolonie". Stan ten trwał około roku, aż do momentu, gdy postanowiłam przestać farbować włosy i....






... udać się do fryzjera, który mocno pocieniował moje włosy i je "zdegażował". Efekt widzicie na zdjęciu. Włosy zaczęły się niemiłosiernie kręcić (wtedy bardzo mi to przeszkadzało). Postanowiłam kontynuować prostowanie.





Minął rok od wizyty u fryzjera. Włosy ładnie odrosły, jednak wciąż są prostowane (bez termoochrony!!). Kolor włosów naturalny. Gęstość całkiem niezła.




I oto nadszedł czas studiów (2012 r.). Świadomość pielęgnacji rosła, wprowadziłam olejowanie (wprawdzie olejem kokosowym, który mi nie odpowiadał, ale co tam..). Zaniechałam prostowanie Włosy Zostały zrównane do jednej długości. Włosy od spodu zaczęły zwalniać tempo wzrostu i wypadać. Zaczęłam je farbować henną Khadi w kolorze czarnym.




Rok 2013. Włosy drastycznie wypadały i zostały też drastycznie podcięte (ok. 10 cm). Na zdjęciu wyglądają na gęste i grube. Warstwa włosów od spodu wciąż nie może prawidłowo rosnąć (i nie rośnie do dziś ;) ).






I na tym koniec archiwalnych zdjęć.  Mam ich bardzo mało i ciężko mi było znaleźć takie, które w 100% odzwierciedlały ich stan w tamtych latach. W listopadzie planuję kolejne drastyczne podcięcie, by w miarę wyrównać długość i wizualnie dodać gęstości.









Pozdrawiam,
Żółty Pies














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz