Orientana, Krem do twarzy "Morwa i Lukrecja"

Od kremu do twarzy oczekuję przede wszystkim dobrego nawilżenia i niekomedogenności. Dotychczas wypróbowałam wiele marek kremów, jednak ideału wciąż nie odnalazłam. Krem zbyt słabo nawilżał, albo zapychał. Bardzo ciężko znaleźć złoty środek.

Krem Orientany zaciekawił mnie składem, zachęcił pozytywnymi opiniami i wylądował w koszyku podczas zakupów w Dniu Darmowej Dostawy. Jak się sprawdził ? Czy odnalazłam w końcu idealny krem?




Zacznijmy od tego, co mnie urzekło, czyli od składu. Krem jest typowo emolientowy, znajdziemy w nim sporo olejów roślinnych m.in. słonecznikowy, grapefruitowy, ze słodkich migdałów, sezamowy, ylang-ylang itp. Ponadto producent uraczył nas sporą ilością ciekawych ekstraktów roslinnych: z lukrecji gładkiej, morwy białej, aloesu, róży damasceńskiej. Ponadto w składzie kremu znajdziemy kwas kojowy, odpowiedzialny za przeciwdziałanie tworzeniu się przebarwień i rozjaśnianiu już istniejących.



Producent zapewnia, że krem jest wolny od parabenów, parafiny, parabenów, silikonów i olejów mineralnych. Wszystko się zgadza, olej mineralny jest zastąpiony olejami roślinnymi, a konserwowany jest bezoesanem sodu i sorbinianem potasu (Tak, to też konserwanty żywności ;)).


Produkt zamknięty jest w plastikowym, wygodnym opakowaniu z nakrętką. Nie ma problemu z wydobyciem kremu "do ostatniej kropli", jednak wolę opakowania z pompką (są bardziej higieniczne).


Konsystencja kremu jest dość gęsta, jednak bez problemu rozprowadza się na skórze. Krem bardzo szybko się wchłania, nie pozostawia tępej ani tłustej warstwy. Nadaje się pod makijaż.




Zapach kremu jest dość specyficzny - ostry i orientalny. Z początku trochę mi przeszkadzał, bo utrzymuje się na skórze dość długo, ale przyzwyczaiłam się i nie stanowi to dla mnie problem. Należy zauważyć, że zapach kremu nie wynika z obecności sztucznych, chemicznych zapachów. Jest wynikiem naturalnego zapachu ekstraktów i olejów roślinnych.



Wydajność kremu określam jako bardzo dobrą. Produkt używam od prawie miesiąca, a zostało mi jeszcze spokojnie na kilkanaście użyć. Krem używałam 2 razy dziennie - na dzień i na noc. Czasem stosowałam podwójną warstwę.


A teraz najważniejsze - działanie. Potencjał nawilżający tego kremu określam jako dobry. Mamy zimową porę i obawiałam się, że krem będzie zbyt lekki. Jednak nie, okazało się, że krem całkiem dobrze nawilża. Skóra szybko go chłonie, od razu mogę nałożyć makijaż. Nic się nie roluje, nie waży. Myślę, że sprawdzi się nawet w porze letniej. Jeśli chodzi o zapychanie, to niestety zaskórniki się pojawiały, jednak nie była to duża ilość i spokojnie mogę to wybaczyć. Dodatkowo zanotowałam lekkie rozjaśnienie skóry. Kwas kojowy działa :) Po nałożeniu kremu na skórę czułam lekkie mrowienie, szczególnie było ono obecne po peelingu. Po prostu znak, że składniki kremu działają :)


Podsumowując, uważam, że wyżej opisany krem Orientany spisał się bardzo dobrze, jestem zadowolona z jego działania. Polecam osobom, które posiadają skórę mieszaną, tłustą, zszarzałą. Krem ma mnóstwo dobroczynnych dla skóry składników i naprawdę działa!

W przyszłości na pewno wypróbuję jeszcze wersję z kurkumą i drzewem sandałowym,





Miłej niedzieli,
Żółty Pies

3 komentarze:

  1. Zaciekawił mnie jako krem pod makijaż :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo dobrze współgra zarówno z fluidami jak i minerałami :)

      Usuń
  2. Niestety skora tlusta swieci jeszcze bardziej. Ciezki

    OdpowiedzUsuń