Celia Nude, matujący fluid korygujący

Jako że trochę jestem jeszcze "obrażona" na moje włosy, dziś post  recenzujący podkład rodzimej marki Celia. Wprawdzie używam go od dwóch tygodni, ale myślę, że tubka wystarczy mi jeszcze na kilka miesięcy, a mogę już o nim coś więcej powiedzieć.

Na początku muszę się przyznać, że przez ostatnich kilka lat stosowałam tylko i wyłącznie podkłady mineralne i byłam wielką przeciwniczką płynnych fluidów. Przede wszystkim dlatego, że mam skórę ogromnie skłonną do powstawania zaskórników. Podkłady mineralne są o tyle dobre, że nie zawierają żadnych "zapychaczy" typu parafina, silikony, mimo wszystko świetnie kryją i bardzo naturalnie wyglądają na skórze. Jednak zimą tego roku poczułam, że minerały wysuszają moją skórę, która stała się odwodniona. Potrzebowałam więc podkładu, który nie przesuszy skóry i będzie stanowił barierę przed środowiskiem zewnętrznym. Padło na Celię.




Podkład zachęcił mnie żółtawym, jasnym odcieniem (nie znoszę pomarańczowych fluidów!). Kupiłam więc najjaśniejszy wariant "Ecru" i to był strzał w 10tkę! Nigdy wcześniej nie natrafiłam na tak idealnie pokrywający się z moim odcieniem skóry kolor podkładu płynnego - super. Produkt nakładam palcami ruchami okrężnymi - dość szybko się wchłania w skórę. Absolutnie nie powoduje powstawania zacieków, nie utlenia się i nie ciemnieje. To bardzo duży plus. Jeśli chodzi o długość utrzymywania się na skórze, to tutaj spisuje się trochę gorzej. Po kilku godzinach zaczyna znikać ze skóry a  mimo przypudrowania, moja twarz się trochę "świeci". Trochę szkoda, bo producent pisze o właściwościach matujących podkładu. Ale to może moja skóra jest dziwna :) .



Jeśli chodzi o kwestię krycia - jest całkiem nieźle. Podkład jest w stanie dużo przykryć, słabo jedynie radzi sobie z zaczerwienieniami i tutaj potrzebuję już korektora. Jeżeli potrzebuję mocniejszego krycia nakładam po prostu dwie warstwy.

A co z komedogennością? - mnie zapchał. Ale mnie zapycha wszystko, więc nie kierujcie się moją opinią w tym temacie. Skład podkładu nie jest najgorszy - nie ma płynnej parafiny (wow), są jednak polimery w dużych ilościach, ale muszą być. Znajdziemy też witaminy C, B3, E, hialuronian sodu. Mogło być dużo, dużo gorzej. Produkt znajduje się w 30 ml tubce, za który zapłacimy ok. 10-15 zł. Ja kupiłam go za 9,90 zł w Wispolu. Konsystencja podkładu jest dość gęsta, dzięki czemu produkt jest bardzo, bardzo wydajny. 



Podsumowując - uważam, że jest to jeden z lepszych podkładów płynnych, jakie używałam. Genialnie stapia się z moją skórą, ładnie wyrównuje koloryt, nie powoduje powstawania smug i nie jest pomarańczowy. Gdyby trochę dłużej utrzymywał się na skórze i przede wszystkim nie zatykał porów, byłby moim nr 1. Mimo wszystko za taką cenę warto.

Miałyście?



Żółty Pies





1 komentarz: