Kallos Blueberry - jagodowa maska do włosów

Kallosowe nowości w postaci bardzo owocowych masek do włosów od razu mnie bardzo zachęciły do zakupu. Ostatnio zdenkowany przeze mnie Kallos Color mimo, że nie okazał się hitem całkiem dobrze sprawdził się jako produkt do mycia oraz lekka odżywka na co dzień. Tym razem postanowiłam wypróbować bardziej emolientową wersję jagodową. Jak się sprawdziła? :)



Standardowo Kallosa otrzymujemy w litrowym opakowaniu - o ile inne wersje są dostępne w 250 ml pudełeczkach, tak niestety w przypadku jagody musimy od razu zakupić duże opakowanie. Jest to trochę ryzykowne, jednak Kallosy zawsze świetnie emulgują oleje i myją długość włosów, więc zawsze można ją w ten sposób zużyć. Cena tak wielkiego opakowania jest bardzo niska - zapłaciłam ok. 14 zł z przesyłką na allegro. Stacjonarnie maski tego producenta można spotkać w drogerii Wispol oraz Hebe.

Zacznijmy od zapachu, który według mnie w ogóle nie przypomina jagody. Jest on taki dziwny chemiczny, ale nie nachalny. Nie utrzymuje się długo na włosach. Konsystencja maski jest dość gęsta i treściwa - dobrze rozprowadza się na włosach. Oczywiście maska jest mega wydajna, nie wiem kiedy zdołam zużyć ten ogromny słój :)



Skład odżywki jest bardzo emolientowy:

Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Persea Gratissima Oil, Parfum, Vaccinium Myrtillus Extract, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Niacinamide, Calcium Pantothenate, Sodium Ascorbyl Phosphate, Tocopheryl Acetate, Pyridoxine HCl, Maltrodextrin Sodium Starch, Octenylsuccinate Silica, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone


Zawiera olej z awokado w sporej ilości, ekstrakt z jagody, dwa silikony, oraz witaminy: B3, C, E, B6 plus pantotenian wapnia. Szkoda tylko, że te wszystkie dobrocie występują w składzie za zapachem, więc jest ich mała ilość :(


A teraz działanie. Maskę stosowałam (tzn stosuję - ciągle mam jej sporą ilość) na dwa sposoby - do mycia/emulgowania oleju oraz jako produkt po myciu. Bardzo dobrze emulgowała olej, sprawdziła się do mycia włosów co nie jest dla mnie zaskoczeniem, bo każdy Kallos sobie z tym świetnie radzi. Stosowana po umyciu (czy to na 5 minut czy dłużej) dobrze wygładzała, zmiękczała włosy, lekko nawilżała, nabłyszczała, jednak nie do końca dobrze dociążała moje włosy. Po jej użyciu potrzebowały jeszcze dodatkowej ochrony w postaci silikonowego serum. Mimo wszystko nie obciążała włosów i mogłam ją także nakładać na skórę głowy. 

Myślę, że maska w 100% sprawdzi się na włosach nisko/średnioporowatych.





Znacie tą maskę? Co o niej sądzicie?



Żółty Pies

9 komentarzy:

  1. ja mam bananową i jestem bardzo zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałam jeszcze okazji używać masek Kallosa, ale strasznie mnie kuszą :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam jeszcze o bananowej, ale gdybym miała wybierać, wybrałabym tą :)
    Pozdrawiam serdecznie, Mój blog/ KLIK :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam ją na liście zakupów :) gdy tylko wykończę moje zapasy, zakupię :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tą wersję Kallosa lubię bardzo. W środę w moim mieście otwierają Hebe i SuperPharm :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie stosowałam, ale na pewno kupie jak tylko skończę bananową maskę tej firmy. :)
    http://swiatbezszpilek.blogspot.co.uk/#

    OdpowiedzUsuń