Planeta Organica, Tybetański balsam do włosów

Jakiś czas temu, gdy w blogosferze pojawił się boom na rosyjskie kosmetyki do włosów zakochałam się w tych naturalnych i bogatych składach i testowałam po kolei wszystkie polecane przez włosomaniaczki produkty. Dość szybko zdałam sobie sprawę, że nie do końca kosmetyki te działają tak, jakbym chciała. Przede wszystkim mam włosy o wysokiej porowatości, które niekoniecznie lubią się ekstraktami roślinnymi, co w moim przypadku skutkuje niedociążeniem i spuszeniem.

Ostatnio jednak znowu mnie coś podkusiło, by przetestować coś ruskiego i padło na jeden z balsamów firmy Planeta Organica.
Jak się sprawdził ?



Przed zakupem  balsamu musiałam oczywiście sprawdzić opinie i większość z nich była bardzo pozytywna. Swoją sztukę  zakupiłam na triny.pl za około 17 zł. Opakowanie balsamu zawiera 280 ml produktu i umieszczone jest w bardzo funkcjonalnej buteleczce z pompką, która niestety dozuje baaaaaaaaardzo małą ilość produktu i trzeba się nieźle namachać, żeby wycisnąć tyle produktu ile potrzebujemy.  



Gdy już wyciśniemy nasz balsam naszym oczom ukazuje się zielonkawa maź, która pachnie lekko ziołowo-orientalnie, ale całkiem przyjemnie jak dla mnie. Z wydajnością jest trochę kiepsko, bo balsam wystarczył mi na około 5-6 użyć. Na jednorazową aplikację musiałam wycisnąć nieraz 20-30 pompek. Nakładałam go na skórę głowy i włosy zawsze po umyciu na różną ilość czasu - od 3 do 10 minut.

na zdjęciu 1 pompka produktu

Czytałam opinie o przyjemnym mrowieniu skalpu po aplikacji, ale nic takiego nie doświadczyłam. Podczas spłukiwania za każdym razem moje włosy skrzypiały, jakby były oczyszczone szamponem z SLS. Po wyschnięciu niestety nie były dociążone, bardziej błyszczące, czy wygładzone. Puszyły się. 

Zapewne winą takiego efektu jest skład balsamu, który obfituje w sporą ilość ekstraktów roślinnych, a małą ilość emolientów:


Podsumowując, nie polecam balsamu dla włosów o wysokiej porowatości, chyba, że nakładany tylko i wyłącznie na skórę głowy. Zatem wszelkie rosyjskie cudeńka przestają mnie już intrygować :D


Żółty Pies

4 komentarze:

  1. Z tej serii mam Aleppo i działa rewelacyjnie. Wszyscy jednak mówią,że najlepszy jest Marokański i chciałam go spróbować, jednak Twoja opinia o Tybetańskim stworzyła u mnie wątpliwości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie rozważałam zakup Aleppo, ale wrzuciłam do koszyka Tybetański i teraz żałuję :P

      Usuń
  2. ja mam włosy o niskiej porowatości i właśnie używam tego balsamu- bardzo przypadł mi do gustu :) z wydajnością faktycznie słabo ale mi starczył na dużo więcej niż 6 użyć z tym, że nie nakładam go na skalp

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie zniknął zaskakująco szybko :D

      Usuń