Hipoalergiczność kosmetyku - jak to wygląda w praktyce?

Z reguły kosmetyki "hipoalergiczne" skierowane są do osób posiadających cechy skóry alergicznej i wrażliwej, jednak po takie produkty coraz chętniej sięgają osoby nie mające problemów z alergią skórną. W pewnym sensie jest to rozsądne wyjście, bo cytując słowa jednego z moich profesorów "Alergia jest jak miłość - może przyjść do nas w każdej chwili, najczęściej wtedy, gdy się tego nie spodziewamy". I jest to racja. Fakt, że jakiś kosmetyk (składnik kosmetyku) nas przez X lat nie uczulał nie oznacza, że tak będzie już zawsze. W każdej chwili możemy dostać na niego alergię, która na zawsze zdyskwalifikuje jego dalsze stosowanie.

W aptekach oraz drogeriach bez problemu znajdziemy kosmetyki z dopiskiem na opakowaniu "produkt hipoalergiczny". Zauważyłam wśród ludzi zależność - hipoalergiczny znaczy lepszy. Przecież nikt z nas nie chce dostać alergii ! A skoro możemy mieć kosmetyk, który nas nie uczuli, to go kupimy. Zdefiniujmy więc pojęcie hipoalergiczności: jest to mała bądź najmniejsza zdolność do wywołania reakcji alergicznej. Oznacza to w praktyce tyle, że w składzie takiego kosmetyku nie znajdziemy (bądź ta ilość jest zminimalizowana) składników, które uważane są za potencjalne alergeny - tj. substancje zapachowe, barwniki, konserwanty. Kosmetyk hipoalergiczny z reguły jest biały i nie pachnie. Jego walory oranoleptyczne są mało atrakcyjne (np. szare mydło) :-)

No i fajnie, więc czego się czepiam ? Ano bo cały ambaras tkwi w tym, że nie ma regulacji prawnych odnośnie "hipoalergiczności" produktów i nikt tego nie kontroluje. To oznacza, że producent kosmetyku sam ustala czy jego produkt jest hipoalergiczny, czy nie. I to jest całe sedno sprawy. O ile jeden producent może być faktycznie uczciwy i opisze swój produkt zgodnie z tym, co zmieszał w środku, tak inny wykorzysta ludzką krzywdę (bo alergia jest na prawde krzywdą) bądź niewiedzę i strzeli napis "hipolergiczny", bo uzna, że coś potencjalnie bezpieczniejszego lepiej się sprzeda. Dla tego trzeba czytać składy.

Tak więc, czy zniechęcam Was do zakupu produtów określonych jako "hipoalergiczne"? Nie, ale trzeba wiedzieć, że taki kosmetyk nie jest w 100% bezpieczny. Przede wszystkim mam tutaj na myśli to, że uczulić nas może dosłownie wszystko! A to, czy faktycznie dojdzie do alergii zależy tylko i wyłącznie od tego, czy nas organizm rozpozna ten składnik jako obcy i wytworzy przeciwko niemu przeciwciało (i wywoła alergię). Możemy mieć alergię np. na glicerynę, alkohol cetylowy, SLS - składniki, które nie rzadko występują w produktach "hipoalergicznych". I wtedy krem do twarzy który miał być super bezpieczny będzie źródłem naszych problemów z cerą.

Tak więc pamiętajmy, że z reguły kosmetyki oznaczone jako "hipoalergiczne" POWINNY być wolne od substancji które uczulają najczęściej - ale nie muszą i wiedzmy, że ten napis zależy od producenta i że w każdej chwili możemy się dorobić alergii na jakiś składnik kosmetyku.



Żółty Pies








10 komentarzy:

  1. Oj to prawda,producenci często korzystają z niewiedzy konsumentów , dobrze ze o tym piszesz!;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No niestety coraz częściej zdarza się, że producenci wykorzystują zainteresowanie kosmetykami hipoalergicznymi aby zwiększyć sprzedaż, a nie zawsze spełniają obietnice zawarte na opakowaniu. Dlatego tak ważne jest dzisiaj bycie świadomym konsumentem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja już nie raz się nacięłam na takich "hipoalergicznych" kosmetykach. Działały na mnie gorzej niż takie zwykłe!

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie, widzę, że jest problem nie tylko z kosmetykami "naturalnymi", co do których też nie ma regulacji prawnych. Potem można się zdziwić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. W dużej mierze producenci bazują na chwytach marketingowych.

      Usuń
  5. Tak samo sprawa wygląda z aptecznymi kosmetykami. Też mogą uczulać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, wszystko może uczulić, nawet jednoskładnikowy żel aloesowy :-)

      Usuń