Porównanie maseczek "Perfect Me" z Biedronki - która najlepsza?

Niedawno pisałam o maseczce z olejkami "Perfect Me", która zadziałała na moje włosy fantastycznie. Nie musiałam długo czekać, by zabrać się do testów pozostałych wersji. Czy hitem nadal pozostaje wersja olejkowa? Czy może inna okazała się lepsza?



Wszystkie maseczki testowałam w ten sam sposób: myłam jednakowym szamponem (mydło cedrowe Agafii) i nakładałam produkt na umyte włosy na około 10-15 minut. Nie olejowałam włosów przed myciem.

Pełną recenzję wersji z olejkami przedstawiałam TUTAJ.


Wersja różowa "Frizz Stop&Keratin Repair" przeznaczona jest do włosów suchych, matowych, trudnych do ułożenia i puszczących się. Zapakowana w saszetkę o pojemności 20  ml. Producent zapewnia, że po użyciu maseczki włosy staną się zachwycająco gładkie, lśniące i "perfekcyjnie piękne''.



W składzie maseczki znajdziemy m.in. hydrolizat keratyny, proteiny jedwabiu, olej marula oraz złoto. Na opakowaniu jest napisane, że użyto także prowitaminy B5, jednak nie doszukałam się jej w składzie. Poza tym standardowo obecne silikony i substancje kondycjonujące. Olejku marula oraz złota jest ilościowo mniej niż protein.



Maseczka posiada identyczną konsystencję jak wersja olejkowa, jednak całkiem inny zapach. W tym przypadku producent uraczył nas lekkim, świeżym zapachem z nutą kwiatową. Nakładana na włosy zachowuje się identycznie jak jej siostra - dosłownie wchłania się w pasma. Tak jak w przypadku poprzedniej wersji - 20 ml to trochę mało, by pokryć dokładnie całe moje włosy.




No i jak z działaniem? Otóż, trochę się rozczarowałam. Podczas spłukiwania maseczki z włosów czułam, że są one bardzo wygładzone, myślałam więc, że po umyciu efekt będzie fajny. Jednak podczas schnięcia zaczęły się bardzo puszyć, musiałam bez przerwy ujarzmiać je silikonowym serum. Gdy wyschły w 90% zrobiłam koczka ślimaka licząć, że włosy się wygładzą i złapią fajny skręt (tak było w przypadku wersji olejkowej). Niestety, po rozplątaniu koczka ślimaka spuszyły się jeszcze bardziej a o skręcie nie było mowy - pozbijały się w brzydkie strąki. Klapa - pomyślałam. I zabrałam się za testowanie ostatniej wersji.



Maseczka "Repair&Colour Save" skierowana jest do włosów zniszczonych i farbowanych. Według producenta dzięki niej włosy odzyskują lśniący kolor, jedwabistą gładkość i perfekcyjny, zdrowy wygląd.



Skład maseczki również zawiera proteiny jedwabiu i keratynę, dodatkowo znajdziemy tutaj ekstrakt z kawioru, ekstrakt i proteiny ryżu oraz kwas fitowy. Dodatkowo identyczne silikony i substancje kondycjonujące jak w wersji "Frizz Stop". Brak olejów!



Konsystencja identyczna jak w dwóch pozostałych wersjach, czyli łatwo wchłaniająca się. Zapach w tym przypadku po raz kolejny słodkawy, jednak mniej nasilony niż w wersji olejkowej.

Działanie. Tutaj znowu szału nie było. Podczas spłukiwania produktu włosy były jak najbardziej gładkie, jednak ponownie podczas schnięcia się spuszyły i wylałam na nie mnóstwo silikonowego serum celem ujarzmienia. Fakt faktem, w dotyku były miękkie i przyjemne, jednak wizualnie nie wyglądały najlepiej. Związałam je więc w koczek ślimak na około 1,5 h. Po rozplątaniu koczka wprawdzie były nawet dość symetrycznie poskręcane, jednak brakowało im dociążenia i wygładzenia.



Podsumowując, moim faworytem niewątpliwie została zielona wersja "Natural Oils Repair". Różni się ona od pozostałych wersji tym, że nie posiada protein w składzie i jest bardzo emolientowa (5 olejów w składzie), więc polubią się z nią włosy wysokoporowate. Podejrzewam, że głownym powodem dla którego pozostałe dwie wersje się u mnie kiepsko sprawowały są właśnie proteiny/ekstrakty przy niewystarczającej ilości emolientów i humektantów.



Testowałyście już maseczki Perfect Me ? :)


Żółty Pies



~~~~


10 komentarzy:

  1. Kupiłam wszystkie 3 wersje i jestem rozczarowana każdą z nich... Moje włosy ich nie polubiły a ta zielona pachnie dosłownie jak męskie kosmetyki (ogólnie lubię ten zapach ale nie na moich włosach ;/)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha no faktycznie ma taki perfumowy zapach :D U mnie zielona się sprawdziła bardzo dobrze, mam nadzieję, że nie wycofają prędko tych maseczek ze sprzedaży :D

      Usuń
  2. Nie znam tych maseczek, chociaż widziałam je w sobotę w biedronce :P Raczej nie kupię.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tą zieloną wersję chętnie bym wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja również najbardziej lubię zieloną. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chętnie wypróbuję tą zieloną :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie przepadam zbytnio za maseczkami z saszetki:/
    Wszystkiego Najlepszego:*

    OdpowiedzUsuń
  7. W mojej biedronce nie spotkałam się z tymi maskami

    OdpowiedzUsuń