Farcom, Seri Natural Line | Kremowa maska do włosów suchych i zniszczonych

O masce miodowej Seri marzyłam od dawna. Świetne opinie, przyzwoity skład. Przed zakupem wzbraniał mnie tylko brak dostępu do drogerii Hebe ;-) Jednak podczas wizyty w większym mieście nei mogłam oprzeć się pokusie i pobiegłam  po wielki słój maski. O tym, czy było warto przeczytacie poniżej.




Produkt zamknięty jest w wielkim, litrowym plastikowym pudełku. Za taką pojemność zapłacimy ok. 20 zł (w promocji taniej). Szkoda, że producent nie wypuścił mniejszych opakowań maski, litr produktu to sporo.


Maska ma konsystencję dziwną. Absolutnie nie jest kremowa, raczej taka trochę żelowa. Zapach jest słodkawy jak miodek, przyjemny. Wydajność niesamowita - używam produktu od 1,5 mca, a ubyło około 1/4 całości. Wytarczy niewielka ilość maski, by pokryć dokładnie całe włosy. Jeżeli chodzi o dostępność to widziałam ją wyłącznie w Hebe. Można jeszcze kupić przez portale aukcyjne.



Maska przeznaczona jest do włosów suchych i zniszczonych. Czy moje włosy właśnie takie są? Suche owszem bywają, zniszczone nie są absolutnie. Brakuje im czasami nawilżenia i dociążenia.
Na etykiecie czytamy, że niniejszy produkt przywróci włosom nawilżenie oraz naturalny blask.




Skład mnie urzekł. Jest na prawdę przyzwoity. 


Miód, kwas jabłkowy, sok z kiwi, gorzkiej pomarańczy, grejpfruta, jabłka, panthenol oraz olej ze słodkich migdałów. Te składniki kwalifikują maskę jako humektantową. Ponadto powinna zamykać łuski włosów dzięki obecności ekstraktów o kwaśnym ph.




Kilka pierwszych zastosowań tej maski dawało znakomite efekty - włosy faktycznie wyglądały na nawilżone i dociążone. Póżniej niestety było coraz gorzej, włosy się chyba "przejadły" i nawet odstawienie jej na jakiś czas nie dawało takich rezultatów jak na początku kuracji.


Na chwilę obecną maska zastosowana u mnie solo powoduje puch. Włosy wyglądają na suche, matowe, totalnie pozbawione nawilżenia, elastyczności, etc. Zastosowanie produktu emolientowego po spłukaniu Seri trochę pomaga, jednak spodziwałam się lepszego efektu mimo wszystko. Ponadto zauważyłam ciekawą zależność pomiędzy czasem trzymania maski na włosach a efektem wizualnym. Im dłużej trzymałam maskę, tym włosy wyglądały gorzej. Podejrzewam, że faktycznie chodzi tu o kwasowość produktu.


Na zdjęciu poniżej można zobaczyć efekt po umyciu włosów tylko i wyłącznie szamponem i nałożeniu maski Seri na kilka minut.



Włosy są suche i niedociążone. Brakuje im blasku i elastyczności.




P.S. - trochę jednak widać efekty pojaśnienia włosów z olaplexem.


Podsumowując, mam trochę problem z oceną tej maski. Podejrzewam, że na włosach o niższej porowatości sprawdzi się lepiej, na wysokoporowatych bez połączenia z emolientami może wywołać katastrofę. 



Żółty Pies



3 komentarze:

  1. Ja często takie maski które działają słabo nieco zmieniam i dodaje jakiegoś olejku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja stosuje ja bardzo sporadycznie i ja lubię. W Naturze tez jest dostępna. ;)

    OdpowiedzUsuń